Rąbek prawdy na temat samorządów oczyma wyborców

Wiele już było zachwytów nad „dobrą” kondycją samorządów w Polsce, których kształt zawdzięczamy jednej z czterech sztandarowych reform premiera Buzka. Warto się jednak zastanowić czy faktycznie jest tak dobrze z tą samorządnością? Zwłaszcza, że najgorliwszymi piewcami jej osiągnięć są najwięksi beneficjenci, czyli sami samorządowcy. W trzystopniowym samorządzie (gminnym, powiatowym i wojewódzkim) mamy obecnie prawie 47 tys. radnych. Samorządy zatrudniają też całą armię pracowników, liczącą na koniec 2017 roku 256,2 tys. osób i dysponują rocznym budżetem równym 2/3 budżetu państwa. Należy też zauważyć, że dzięki wielkiemu strumieniowi pieniędzy nasze najbliższe otoczenie powoli zmienia się na lepsze. Ale czy jest to wyłączna zasługa samorządowców oraz ich „ciężkiej” i „uczciwej” pracy? Zaczynamy w towątpić….

Zarządy wszystkich szczebli samorządu terytorialnego za swoją pracę otrzymują wysokie wynagrodzenia. Dlatego nie wolno ulec propagandzie sukcesu, która głównie samorządowcom przypisuje zasługi w dziedzinie rozwoju lokalnych społeczności, czyniąc z nich niejednokrotnie symbole „postępu” i ludzi wręcz nietykalnych, których nie powinno się krytykować, bo przecież tak wiele robią dla swoich społeczności.

Nie zamierzamy odnosić się do „standardowych” kompetencji samorządowców, lecz do ich działalności pozastatutowej.Działalność ta zdecydowanie wykracza poza zakres ich obowiązków
i niejednokrotnie wywołuje słuszne głosy krytyki, czego wynikiem są realizowane audyty samorządowe.Przede wszystkim należy zwrócić uwagę na totalne upolitycznienie samorządów, wykorzystywanie ich jako narzędzia do kariery na szczeblu krajowym oraz dogodnej bazy wypadowej do podjazdowej wojny z rządem. Przykładem są władze dużych miast takich jak: Gdańsk, Warszawa, Wrocław, Łódź, Bydgoszcz, Inowrocław czy Szczecin. Trend tenobejmuje również wiele innych samorządów gdzie u władzy są przedstawiciele PiS oraz PO .

W ostatnim okresie to właśnie te miasta, w których rządzą osoby z PO, PSL czy SLD, łączy „solidarność” skierowana przeciwko obecnej ekipie rządzącej. Działania te mają na celu destabilizację organów władzy państwowej na szczeblu centralnym jak i ośrodkach wojewódzkich. Dlatego od wielu lat włodarze tych miast hojnie sponsorują szemrane inicjatywy i tzw. organizacje pozarządowe, przeważnie lewackie i deprawatorskie, które bez dotacji lokalnych samorządów dawno zaprzestałyby swojej szkodliwej działalności. Tymczasem utuczeni na publicznym wikcie dewianci dziarsko maszerują ulicami naszych miast, wywołując powszechne zgorszenie. A jeszcze bardziej irytujące jest to, że na czele tych tęczowych marszów „równości” kroczą z dumą prezydenci Gdańska i Warszawy, którym najwyraźniej odpowiada fetor unoszący się z tej moralnej kloaki.

W tym kontekście nasuwa się jeszcze jedno skojarzenie.W obu tych miastach doszło na przestrzeni ostatnich lat do podobnych katastrof ekologicznych. I tak jak w 2018 roku szambo rozlało się w Gdańsku, a teraz fekalia wypływające z pękniętych rur warszawskiej oczyszczalni „Czajka” zatruły Wisłę i z jej nurtem popłynęły do Bałtyku. Połączył więc oba grody nie tylko tęczowy most ideologicznej wojny z tzw. „ciemnogrodem”, ale także cuchnąca rzeka ekskrementów płynących ze stolicy. Ucierpieli na tym nie tylko ludzie mieszkający wzdłuż królowej polskich rzek ale jej ekosystem. Ekolodzy się nagle gdzieś się pochowali…. W sumie to jednak nie powinno nikogo dziwić, bo są oni sponsorowani przez sprawców tych nieszczęść, a większość zarządu Greenpeace Polska stanowią Niemcy. Myślę, że dobrym podsumowaniem tego wątku mogą być słowa lidera zespołu „Bayer Full” – Sławomira Świerzyńskiego, nie tak dawno grającemu PSL-owi , który skwitował tę katastrofę w następujący sposób: „Jak się grzebie w cudzej d….., to gó….o wypływa”.

Zasadniczy problem z polskim samorządem tkwi w tym, że ludzie, którzy go tworzą zajmują się nie tym do czego zostali powołani. Zamiast troszczyć się o dobre funkcjonowanie wspólnoty lokalnej, której zawdzięczają wybór na swoje stanowiska, to zazwyczaj gorliwie angażują się w konflikty polityczne i wojny ideologiczne. Trwonią pieniądze podatników na realizację niedorzecznych pomysłów, czego przykładem może być zakup rydwanu przez prezydent Gdańska – p. Dulkiewicz. Lekką ręką zapłacono z miejskiej kasy 150 tys. zł. Wiele wskazuje też na to, że obie awarie oczyszczalni ścieków w Warszawie miały swoje przyczyny w zaniedbaniach towarzyszących ich budowie
i eksploatacji, za co niewątpliwie odpowiedzialność ponoszą władze miejskie. Mamy wciąż w pamięci problemy, jakie z wymiarem sprawiedliwości miała Hanna Gronkiewicz-Waltz i Paweł Adamowicz. Stali się oni wręcz symbolem nieuczciwego gromadzenia prywatnych fortun, a jak wiadomo zjawisko korupcji i złodziejstwa jest dość mocno rozpowszechnione wśród samorządowców.Należy również dodać ostatnią wpadkę Burmistrza Włoch (dzielnica Warszawy) . Dlatego dla dobra prawdziwych
i uczciwych społeczników, jakich nie brakuje w samorządach, o takich przypadkach zdecydowanie trzeba mówić, piętnować je i przykładnie karać. Tymczasem poza tzw. „biciem piany” praktycznie niewiele się z tych sprawach robi, a patologie kwitną w najlepsze.

W wyniku wadliwej ordynacji wyborczej i ugruntowanym przez dekady układom,
w samorządach wodząrej partyjne oligarchie, a władza ustawodawcza zamiast odpowiednimi aktami prawnymi rozpędzić te układy na cztery wiatry, to jeszcze wydłużyła im kadencje z czterech do pięciu lat.Sytuacjastaje się więcnie do zniesienia, a jej poprawy należy poszukiwać w radykalnej przebudowie samorządów, aby wreszcie zaczęły efektywnie i odpowiedzialnie pracować na rzecz społeczności lokalnych, a nie trwonić pieniądze, czas i wysiłek na działania niezwiązane z ich misją. Droga do tego wiedzie poprzez zmianę ordynacji wyborczej w największych gminach z proporcjonalnej na większościową, powrót do kadencji czteroletniej i ograniczenie sprawowania mandatu do dwóch kadencji, nie tylko prezydentom, burmistrzom i wójtom, ale także radnym. Konieczne jest też poddanie skrupulatnej kontroli wydatków dokonywanych przez samorządy oraz zakaz wydawania pieniędzy na cele niezwiązane z funkcjonowaniem wspólnoty. Należałoby również pomyśleć o reorganizacji jednostek samorządu lokalnego samorządu terytorialnego, poprzez likwidację powiatów i województwsamorządowych oraz zmniejszenie o połowę liczby radnych w gminach. Przyniosłoby to ogromne oszczędności, które można by przeznaczyć na inne pilne potrzeby społeczne. W przeszłości zmniejszona już była liczba radnych i kraj się nie zawalił.

W Nowym Jorku zamieszkiwanym przez 8,5 mln ludzi wybiera się tylko 51 rajców, Los Angeles ma ich zaledwie 15, Berlin 100, a Paryż 172. W Warszawie zaś na 1,5 mln mieszkańców mamy 469 radnych. Jednym słowem, trzeba oczyścić stajnię Augiasza, którą stały się samorządy i odesłać do lamusa ostatnią z „reform” Buzka, bo pozostałe już dawno przeszły do historii. Do tego potrzebna jest wizja i wola polityczna, a z tym niestety w Polsce jest kiepsko… Wyborco czas na sprawdzian …

Znajdź nas na Facebook